Co córka dziedziczy po matce? Prof. Schier: nieopłakany cmentarz ciągle się za nami ciągnie
Obiecujemy sobie: „nie będę taka jak moja matka”. A potem łapiemy się na tym samym tonie głosu, tych samych reakcjach i identycznych lękach. Prof. Katarzyna Schier opowiedziała w rozmowie z PAP o traumach przekazywanych między pokoleniami, matkach „na oparach” i dzieciach wychowywanych bez granic.
PAP: Kiedy kobieta dowiaduje się, że zostanie matką, bardzo często obiecuje sobie jedno: „ja będę inna niż moja mama”. Tymczasem po latach okazuje się, że nawet jeśli nie jesteśmy kopią swoich matek jeden do jednego, to przejmujemy ich zachowania, lęki, sposób mówienia, a nawet wady. Jak to się dzieje?
Prof. dr hab. Katarzyna Schier, psycholożka, wieloletni pracownik Wydziału Psychologii UW, psychoterapeutka, członki Trauma Lab UW: To jest jedno z najważniejszych pytań dotyczących relacji między pokoleniami. Bardzo dużo mówi się dziś o traumie transgeneracyjnej, czyli o tym, że trudne doświadczenia przechodzą z pokolenia na pokolenie. Rzadziej mówi się o tym, że dokładnie tym samym kanałem przekazujemy sobie codzienne zachowania, sposoby reagowania, wzory miłości, opieki czy radzenia sobie ze stresem.
Oczywiście znaczenie mają geny i biologia, ale ogromną rolę odgrywa też przywiązanie. Dziecko od pierwszych chwil życia uczy się świata przez kontakt z matką. Uczy się, czy świat jest bezpieczny, czy trzeba się bać, czy emocje wolno pokazywać, czy trzeba je tłumić. I bardzo często to wszystko odbywa się bez słów.
Zobacz również:W psychologii nazywamy to wzorcem przywiązania. Dziecko buduje go od pierwszych miesięcy życia. Jeśli matka jest spokojna, przewidywalna, reaguje na potrzeby dziecka, ono uczy się, że świat jest bezpieczny. Jeśli natomiast matka sama żyje w lęku, chaosie albo emocjonalnym odcięciu, dziecko chłonie ten stan jak własny. I to jest niezwykle ważne: dziecko nie przejmuje tylko poglądów rodziców, ale sposób przeżywania świata.
PAP: Czyli można odziedziczyć po przodkach nie tylko kolor oczu, ale też lęk?
K.S.: Tak. Polska jest szczególnym przykładem społeczeństwa straumatyzowanego historycznie. Wojna, okupacja, głód, śmierć, później komunizm i życie w permanentnym napięciu – tego nigdy naprawdę zbiorowo nie przepracowaliśmy. Cierpienie nie było uznawane społecznie, ten wielomilionowy, nieopłakany cmentarz sprzed 80 lat ciągle się za nami ciągnie.
Proszę sobie wyobrazić kobietę, która podczas wojny żyła w ciągłym strachu. Ukrywała Żydów, bała się śmierci, głodu, donosów. Potem urodziła dziecko. Ona może temu dziecku nigdy niczego nie opowiedziała, ale ono i tak przejęło jej lęk. Przez napięcie jej ciała, przez sposób reagowania.
Jeżeli matka stale żyje tak, jakby czekała na katastrofę, która za chwilę może się wydarzyć, dziecko chłonie to jak gąbka. Ono jeszcze nie rozumie słów, ale doskonale rozumie emocje.
PAP: Wiele dojrzałych kobiet mówi dziś: „moja mama mnie nie przytulała”, „nie mówiła o emocjach”, „ciągle krzyczała”. Sama nieraz słyszałam: „przestań ryczeć, nie masz powodu, dopiero jak dostaniesz w dupę, to będziesz miała”. Skąd brał się ten chłód?
K.S.: Ja bym bardzo uważała z ocenianiem tamtych kobiet. One często nie były zimne z wyboru. One po prostu nie miały zasobów – słownych czy emocjonalnych. Kobiety wychowujące dzieci w PRL-u żyły w permanentnym kryzysie. Wszystko trzeba było zdobyć, zorganizować, wystać, załatwić. Do tego bardzo wiele z nich same było dziećmi rodziców straumatyzowanych wojną. One kochały swoje dzieci. Tylko często nie miały skąd posiąść języka emocji. Miłość wyrażały karmieniem, troską, pilnowaniem, walką o przetrwanie. Nie siadały i nie mówiły: „widzę, że ci smutno”. Bo nikt wcześniej tak nie mówił do nich.
PAP: A my powielamy te wzorce? I dlatego tak często łapiemy się na tym, że kopiujemy matki nawet w drobiazgach — sposobie mówienia, ubierania się czy rozumieniu kobiecości?
K.S.: Oczywiście. Córki nieustannie obserwują swoje matki i uczą się od nich kobiecości. Czasem są to rzeczy bardzo subtelne, a czasem zupełnie dosłowne.
Widzę dziś nastolatki noszące bardzo długie, ostre paznokcie - dokładnie takie same jak ich matki. Kiedy pyta się je, dlaczego to robią, często nawet nie potrafią odpowiedzieć, albo bąkają, że „takie są ładne”. A przecież to jest wzorzec atrakcyjności przejęty niemal automatycznie od ich mam. Dziewczynka patrzy na matkę i uznaje, że „tak powinna wyglądać kobieta”. To właśnie mechanizm modelowania. Bardzo silny, bardzo głęboki i najczęściej całkowicie nieświadomy.
PAP: Jednak coś się odwróciło w tym transpokoleniowym przekazie: jeśli wcześniej dzieci wychowywano zbyt twardo, na zasadzie „zimnego chowu cieląt”, to obecne obowiązuje „model bezstresowy”.
K.S.: Także mam takie poczucie, że dziś coraz częściej wychowuje się dzieci bez stawiania granic. I to jest bardzo niebezpieczne.
Pojawiło się przekonanie, że dobry rodzic to taki, który nigdy nie frustruje dziecka, nie mówi „nie”, nie zabrania niczego, nie wywołuje konfliktu. Tymczasem dziecko bez granic nie czuje się wolne. Paradoksalnie: ono czuje się zagubione, bo to właśnie granice dają dziecku poczucie bezpieczeństwa.
Bardzo lubię bajkę o siedmiu koźlątkach i wilku. W niej mama koza, wychodząc z domu, mówi dzieciom: „nie otwierajcie nikomu drzwi”. To jest właśnie dobra granica. Mama nie ogranicza dzieci dlatego, że chce je kontrolować, tylko dlatego, że chce je ochronić.
Tymczasem dziś część matek boi się powiedzieć swojemu dziecku: „nie wolno”, „zabraniam”, „odłóż telefon”, „nie pójdziesz tam”. Bo boją się, że będą złymi mamami.
PAP: Wielu specjalistów mówi dziś wręcz o rodzicach sparaliżowanych lękiem przed stawianiem granic.
K.S.: Bo współczesny rodzic żyje pod gigantyczną presją. Szczególnie kobiety. One mają być jednocześnie świetnymi matkami, partnerkami, pracownicami, mieć rozwój osobisty, zdrowe dzieci, piękne mieszkanie i jeszcze muszą wyglądać perfekcyjnie na Instagramie. To jest niewyobrażalnie obciążające.
I potem taka kobieta siedzi sama w domu z małym dzieckiem przez dziesięć godzin, jest wyczerpana, przebodźcowana, a internet cały czas mówi jej, że robi coś źle. Za dużo krzyczy. Za mało karmi piersią. Za szybko wróciła do pracy. Za późno wróciła do pracy. Dziecko ma za dużo ekranów. Albo za mało zajęć dodatkowych. To jest potężna machina wpędzająca w poczucie winy.
PAP: I chyba dlatego wiele kobiet wybiera święty spokój.
K.S.: Tak. Tablet staje się elektroniczną nianią. Smartfon sposobem na uniknięcie konfliktu. Matka macha ręką i mówi sobie: „byleby nie było awantury”. Ale brak granic także może być formą zaniedbania.
Jeżeli kobieta widzi, że dziecko jest uzależnione od telefonu, nie śpi po nocach, zamyka się w świecie internetu, a mimo to boi się zareagować, bo dziecko będzie złe albo „się straumatyzuje”, to mamy poważny problem: dzisiaj matki często bardziej boją się złości własnych dzieci niż tego, co się z tymi dziećmi dzieje.
PAP: Skąd ten strach przed powiedzeniem dziecku „nie”?
K.S.: Myślę, że dla wielu z tych kobiet powiedzenie „nie” kojarzy się z przemocą podczas ich własnego dzieciństwa. Pamiętają rodziców krzyczących, karzących, zawstydzających, wymierzających im razy. I teraz próbują być przeciwieństwem tamtego modelu. Tylko że pomiędzy przemocą a brakiem granic jest jeszcze ogromna przestrzeń zdrowego rozsądku. Przecież można powiedzieć dziecku „nie” spokojnie, stanowczo i z miłością.
PAP: Dzisiaj modne jest też pokazywanie idealnego macierzyństwa w mediach społecznościowych.
K.S.: To jest bardzo groźne. Nastąpiła ogromna estetyzacja macierzyństwa: piękne mamy, piękne dzieci, idealne wnętrza, uśmiechy i czułość, niemal lepka, płynąca z tych kadrów. Wszystko jest pastelowe i harmonijne. A potem taka kobieta siedzi w domu niewyspana, z nieumytą głową, jej dziecko wydziera się od trzech godzin, ona sama jest na granicy załamania i myśli: „co jest ze mną nie tak?”. Problem polega na tym, że porównuje swoje prawdziwe życie do cudzej wyreżyserowanej iluzji.
PAP: W naszej rozmowie bardzo mocno wybrzmiewa samotność współczesnych matek.
K.S.: Bo kiedyś istniała wspólnota. Były babcie, ciotki, sąsiadki, inne kobiety, na których można było się wesprzeć, można było liczyć na ich radę i pomoc. Dziś bardzo wiele rodzin funkcjonuje samotnie, nie mając żadnego zaplecza i młoda matka zostaje przez wiele godzin sama w mieszkaniu z dzieckiem i telefonem, który często nie daje ukojenia, tylko jeszcze bardziej podkręca lęk.
Proszę też zwrócić uwagę na to, że żyjemy od ładnych kilku lat w kulturze permanentnego zastraszenia i lęku przed śmiercią. Najpierw była pandemia COVID-19, potem wybuchła wojna na Ukrainie, do tego jesteśmy bombardowani informacjami o katastrofie klimatycznej, kryzysach gospodarczych, przemocy czy przestępczości. Człowiek cały czas słyszy, że nadciąga coś strasznego. Trudno w takim świecie zdecydować się na dziecko, a jak się ono już pojawi - trudno zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa.
PAP: A co powiedziałaby pani kobietom, które nadal noszą w sobie złość do własnych matek?
K.S.: Żeby spróbowały „wejść w ich buty”. To nie znaczy, że mamy usprawiedliwiać wszystko. Ale bardzo często, kiedy zaczynamy rozumieć historię własnej matki — jej lęk, samotność, niedojrzałość, wojenne albo powojenne doświadczenia, brak wsparcia — będziemy mogły lepiej ją zrozumieć.
Psychologia zna pojęcie mentalizacji. To zdolność wyobrażenia sobie świata z perspektywy drugiego człowieka. Czasami córka przez całe życie pamięta, że matka była wobec niej chłodna albo krzyczała na nią. Kiedy zastanowi się nad jej życiem, może dostrzeże, że tamta kobieta, kiedy ją urodziła, miała tylko 18 lat, była więc jeszcze dzieckiem, osamotnionym i kompletnie bezradnym. Jeśli „wejdziemy w buty” tej drugiej kobiety, może pojawić się zrozumienie, a wraz z nim – jakaś forma wewnętrznego pojednania.
PAP: Czyli najważniejsze jest zobaczenie człowieka po drugiej stronie?
K.S.: Tak. Zamiast patrzyć w krzywe lustro, które ktoś dla nas zbudował i w którym odbija się narzucony obraz, stworzony choćby przez czyjeś interesy biznesowe. Mam wrażenie, że dzisiaj, w kulturze smartfonów, „ejajów” i innych nowinek technologicznych, zatracamy tę umiejętność. Coraz łatwiej oceniamy i potępiamy, a coraz rzadziej próbujemy zrozumieć. Przestaliśmy poszukiwać odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”
Myślę, że jeśli mamy dzieci w różnym wieku, to zaczną coraz częściej stawiać to pytanie, choćby w kwestii tych wymyślonych Internetowych idealnych norm albo powodów ciągłego straszenia nas śmiercią i katastrofą. I będą mogły się oddzielić, zdystansować do tych treści.
Dostałam ostatnio kubek z napisem - „brzmi jak nie mój problem” – uwielbiam pić z niego kawę, gdy muszę konfrontować się ze światem.
Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)
Może Cię zaciekawić
Inicjatorzy referendum: złagodzenie strefy czystego transportu zadaniem dla komisarza
Krakowianie w niedzielnym referendum odwołali Aleksandra Miszalskiego (KO) z urzędu prezydenta miasta Krakowa. Oznacza to przedterminowe wybory, kt�...
Czytaj więcejWjechał corwetą nad Morskie Oko; dostał... 100 zł mandatu
Do zdarzenia doszło w piątek wieczorem. Influencer przejechał sportowym autem asfaltową drogą prowadzącą do Morskiego Oka, mimo obowiązująceg...
Czytaj więcejBp Jeż: podejmiemy prace nad stworzeniem struktur duszpasterstwa samorządowców w ramach KEP
Bp Jeż skierował do samorządowców specjalne przesłanie z okazji przypadającego 27 maja Dnia Samorządu Terytorialnego. W przesłaniu opublikowa...
Czytaj więcejO północy z piątku na sobotę rozpocznie się cisza referendalna; referendum – w niedzielę
Zgodnie z Ustawą o referendum lokalnym, od zakończenia kampanii referendalnej, o północy z piątku na sobotę, do zakończenia głosowania zabroni...
Czytaj więcejSport
Słońce, emocje i triumf Mariusza Doktora
Po ostatnich zmaganiach w niemal zimowej aurze, niedzielny turniej był prawdziwą nagrodą dla lokalnych graczy. 10 zawodników stanęło do walki o ...
Czytaj więcejMichał Probierz zrezygnował z funkcji selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski
"Doszedłem do wniosku, że w obecnej sytuacji najlepszą decyzją dla dobra drużyny narodowej będzie moja rezygnacja ze stanowiska selekcjonera" - ...
Czytaj więcejSukces Limanowskiej Grupy Rowerowej na L’Étape Poland by Tour de France 2025
Mateusz Dyrek na podium – drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Największy sukces podczas tegorocznej edycji odniósł Mateusz Dyrek, któ...
Czytaj więcejWiększość nie wypełnia zaleceń odnośnie aktywności fizycznej
Na jego podstawie można stwierdzić, że ćwiczą przede wszystkim ludzie młodzi, z przewagą mężczyzn, osoby pracujące, z miast powyżej 200 tys...
Czytaj więcejPozostałe
Weszła w życie nowelizacja przepisów o rzeczach znalezionych
„Każdy z nas zgubił kiedyś telefon, klucze, słuchawki czy plecak. Chcemy poprzez te zmiany zwiększyć szansę na ich odzyskanie przez właścic...
Czytaj więcejGrillowanie - złe nawyki i dobre zasady
Eksperci z Politechniki Warszawskiej pod kierunkiem prof. Artura Badydy przetestowali trzy najczęściej dostępne na rynku grille: węglowe, zasilane...
Czytaj więcejSamotność i brak relacji kluczowymi czynnikami kryzysów psychicznych młodzieży
Zaznaczył, że młodzi ludzie funkcjonują dziś w świecie, w którym liczba kontaktów jest duża, ale realnych, pogłębionych relacji – niewiel...
Czytaj więcejZmiana czasu: nie tak łatwo przestawić zegar biologiczny
Jak przypomniano w komunikacie uczelni, zmiana czasu z letniego na zimowy i odwrotnie została wprowadzona po raz pierwszy ponad 100 lat temu, aby efe...
Czytaj więcej- Co córka dziedziczy po matce? Prof. Schier: nieopłakany cmentarz ciągle się za nami ciągnie
- Inicjatorzy referendum: złagodzenie strefy czystego transportu zadaniem dla komisarza
- Wjechał corwetą nad Morskie Oko; dostał... 100 zł mandatu
- Bp Jeż: podejmiemy prace nad stworzeniem struktur duszpasterstwa samorządowców w ramach KEP
- O północy z piątku na sobotę rozpocznie się cisza referendalna; referendum – w niedzielę
Komentarze (0)